Siedzieliśmy wczoraj pod polarowym kocem w biało - czerwone pasy. Z małej zielonej shishy ciągnęliśmy aromatyczny jabłkowy dym, z biało - zielonych kubków popijaliśmy słodzoną miętę, wyobrażając sobie, że to "wydma pustynna".
Jaka ja jestem szczęśliwa, popatrz, mam śliczny, delikatny kolor ścian w pokoju, chciałam mieć koc z polaru, to mam, chcieliśmy shishę i mamy ją, mam świetną wieżę, laptopa.. Nie mówiąc o tym, że mam Ciebie..
Takie małe, spełniające się marzenia. Marzonka takie.
D. oświadczył się M., na ulicy, przy akompaniamencie ukraińskich trębaczy. Inny znajomy zamontował pierścionek w jajku – niespodziance. Jego, obecnie już, narzeczona, robi karierę w dziedzinie, której jej ogromnie zazdroszczę (nigdy mi nie starczyło odwagi na choćby spróbowanie). Mają mieszkanie, planują otwarcie herbaciarni.
J., z roku R., już ma
herbaciarnię – w Krakowie.
Ludzie robią jakieś wielkie oryginalne rzeczy. Skręca mnie ze złości na siebie samą, na to ciągłe niedookreślenie, ogień zwykle słomiany. Płaczę mojemu R., współczując związku z kimś tak pokręconym.
Ale..
Wystarcza mi czasem ten koc, ściany, shisha. To, że mogę D. pogratulować zaręczyn, wręczając mu obrzydliwie kiczowatą sztuczną różę, ukradzioną Babci. Że kiedyś będę mogła pójść do herbaciarni, którą będą prowadzić moi znajomi (cały świat będzie nasz!), a póki co, przytulam się do R. przy mocnej tureckiej herbacie i tytoniu melonowym w Krakowie.
Małe, spełniające się marzonka, czasem nawet rzeczy, których sama sobie nie potrafiłabym wymyślić – że będą.
Tak, jest i prozaicznie. Założyłam grupę yahoo i wściekam się, że ludzie tak powoli muszą się do tego przekonywać. Albo: okazuje się, że nie będzie mnie jednak w Raciborzu, wśród ludzi tak dawno nie widzianych, choć planowałam to od dawna. Albo: miałam chodzić na wszystkie zajęcia, a przez ten Kraków znów kombinuję.
Byłam na basenie.
Wygrzebałam czerwony golfik za 2 zł.
Dzwoniła J., spotkamy się w tym tygodniu, czuję, jak obie pęczniejemy nową miłością do siebie.
Tak zwyczajnie – i zupełnie nadzwyczajnie. R. kupi mi tykwę i mate, napuszę się dumą, myśląc, że jestem teraz na równi z Cortazarem czy Marquezem. Wystąpię z R. (wreszcie razem, na scenie, tak chcieliśmy), zaśpiewam znów z K., zaprosili mnie do nowego programu twórczy przyjaciele.
Od małych rzeczy się zaczyna, prawda? Na razie nie wolno narzekać, ćśś, narzekanie niniejszym odkładam na.. na sesję. Bo poza egzaminami, to same dobre rzeczy. Marzonka i miłość.