|
|
19.11.2005 . 12:04
|
Zupełnie nie tak miał wyglądać mój szablon, ale na nikogo nie można się doczekać.
A jak jest, napiszę kiedy indziej. Brak czasu. Brak czasu. Brak czasu.
|
20.11.2005 . 18:06
|
Grupa Kontrapunkt to, między innymi, moja grupa. W czwartek zapraszamy do Piwnicy Pod Targową w Cieszynie.. choć czy ja wiem, czy zapraszamy?..
Na razie, poziom tego, co mamy zaprezentować, napawa mnie przerażeniem. Jestem jakoś tak absolutnie pewna, że to będzie dość żenujące.. choć może jeszcze uda nam się wszystko dopracować, nie wiem.
Ale zapraszam - bo cel szczytny, cały dochód idzie na cieszyńskie schronisko.
I tej grupie ostatnio sporo myśli poświęcam, a czasu najwięcej poświęcam kolejnemu zleceniu.
Nauka musiała pójść na bok, choć tyle postanowień, R. rzadko, ale nawet to dobrze - występuje, gra.
Siostra nagle mieszka w Cieszynie, ja planuję to od stycznia, ale nie mam odwagi rozpoczynać w domu rozmowy na ten temat.
Sto milionów tak samo ważnych rzeczy i za mało czasu na zmarnowanie choćby minuty.
(A ja i tak marnuję, a potem jestem zła.)
O Baltazarze Gąbce zaczęłam sobie czytać, wreszcie dochodząc do wniosku, że po prostu MUSZĘ czasem odpocząć.
|
25.11.2005 . 20:24
|
A wiecie, co?..
Wczoraj było najpiękniej w świecie.
(To my.)
Błędów, pomyłek sporo, ale.. to tylko dodało uroku całemu wieczorowi.
Pierwsza rzecz, robiona razem, udana, chwalona. Będą kolejne, wiem o tym i.. to jest znowu marzenie małe spełnione.
I tylko R. mi brak, brak tak bardzo..
Był wczoraj, ale dziś już nie. Ciągle gra, ciągle jeździ, a ja się rozsypuję listopadowo, samotnie. Piszę, mówię wszystkim, że nie mam sił na nic, ale chyba to brzmi zbyt niewinnie i każdy to ignoruje. Może się polepię jakoś w Święta, tylko żebym przedtem nie popsuła tysiąca ważnych rzeczy.
Potrzebuję snu, ale potrzebuję też jakiegoś stałego zajęcia, pracy, zaangażowania znowu w coś całym sercem. Cóż - artystycznie (dopiero od niedawna nie boję się tego słowa!), zabieram się za projekt kolędowy, ale jeszcze muszę napisać dwa na uczelnię - regionalny i medialny - a tu już trudno się za to zabrać.
Jutro Just.
Zielony pokój, jej cierpliwość i empatia, herbata i Trójka.
|
26.11.2005 . 15:08
|
Po północy zadzwonił, że jedzie. Że odgrzejemy sobie niezdrową wielką kanapkę, zaparzymy herbatę, zapalimy shishę.
Znów płakałam (tyle łez mam w brzuchu!), ale inaczej.
Tylko kilka godzin snu, zrobiłam mu kanapki na drogę i pojechał w śnieg.
Moje rozsypanie zniknęło, niedobre rzeczy, które wczoraj załamywałyby zupełnie, dziś są nieistotne, drobne, nie przeszkadzają.
Nie wiem, skąd mi się wziął taki. Chyba naprawdę kiedyś zwariował i z Nieba uciekł albo co.
|
|
|
|