|
|
02.11.2006 . 21:46
|
Ktoś śpiewa kołysankę dla Brajana, ktoś postuluje zero tolerancji. Ktoś uczy się nowych form tai chi, ktoś projektuje nową stronę.
Ja robię zdjęcia starym ciuchom, kiedy myję ręce, woda pryska na klawiaturę. Kiedy się budzę, mam wrażenie, że przespałam jedną porę roku.
Uczę R. nowego słowa: mukluksy. Jakby wymyśliło je dziecko. Mukluksy.
Nie zamyśliłam się nad żadnym grobem. Trzymałam spódnicę, która tańczyła z wiatrem. Osłoniłam głowę czarną chustą i ciesząc się z wyglądu żydówki, kupiłam kilka ciastek.
|
05.11.2006 . 02:45
|
Nie umiem nic napisać. Za późno. Zdążyłam się skruszyć, zaszczypać oczy tanim tuszem, zagubić znowu w stu pytaniach do wszystkich i nikogo. Wystraszyłam się, że zabiłam "my" z BeE, znienawidziłam na chwilę wszystkich-chrześcijan-świata. Nie wiedziałam, kto był szczęśliwy na tym weselu z dwunastym miesiącem ciąży (a to dziecko nie istnieje, nikt o nim nie mówił, jeszcze nie krzyknęło po raz pierwszy, a już wie, że musi nie istnieć, ludzie, przecież ono czuje, ludzie, co wy mu robicie..), z kiepskim didżejem, z brakiem części rodziny. Robione na szybko, nie wiedziałam, dla kogo.
Może rodzice, którzy przejmują się opinią społeczną i tak dalej (tata)
Przepis na skruszenie (ale nie takie przyznanie do błędów):
- schodzi lakier z paznokci, nałożony bardzo starannie, jak nigdy dotąd - panna młoda ma wielki brzuch, mama pana młodego ciągle beczy (wyrzut sumienia! płacze! płacze, Ago, płacze!) - nikt się nie uśmiecha do zdjęć ani wcale - Grześ pisze, że lubi często - BeE przysyła zdjęcie z Cza - brakuje seksu seksu seksu seksu
Nic się jednak nie uda, nic się nie pokruszy, jeśli się nie będzie przykładną katoliczką. Warunek konieczny. Niezbędny.
Mayday.
|
12.11.2006 . 15:52
|
Napiszę trochę z patosem, niech będzie, raz mi wolno.
Oczywiście, R. zaspał - godzinę po tym, jak miał już być u mnie, poprosiłam SMSem jego mamę o przebudzenie go.
Na Krowiarkach byliśmy dwie godziny później, niż planowaliśmy.
Śnieg!
Dobrze, że mamy już trochę "sprzętu" - stuptuty, dobre buty, kurtki, rękawiczki z polaru (potem R. i tak zazdrościłam takich z windstopperem!), termiczna bielizna..
Pierwszy etap - wg wyliczeń na tabliczkach - do przejścia w godzinę. Przeszliśmy.. w godzinę! Gośka śmiała się - ty, kiepska kondycja, co ty tak lecisz!?; a ja naprawdę jeszcze rano bałam się, że będę tą sapiącą na szarym końcu.
Pozytywnie się sobą zaskoczyłam. I bardzo!! Zasuwałam pierwsza, na punkt widokowy pod Sokolicą pierwsza.. wbiegłam. A tam - jeszcze nigdy, NIGDY nie przeżyłam takiego wiatru. W jednym miejscu nie dało się stać dłużej niż parę sekund. Nakręciliśmy nienormalne filmiki, w których słychać tylko ten szumiący wiatr.. zresztą, zdjęcia i tak było ciężko potem robić.
A szkoda.
Nie wiem, jak jest na Evereście, ale wyobrażam sobie, że mniej więcej właśnie tak, jak my mieliśmy wczoraj.
Mocny wiatr (halny to pikuś!), zmrożony śnieg, ostre skały - jedyne miejsca, gdzie można było oprzeć stopę.
Na szczyt też weszłam pierwsza. Wiatr jeszcze większy. Przy kłujących drobinkach śniegu bałam się, że poranią mi twarz - to już schodząc. Wtedy dopiero zaczęłam się bać; wiatr na lodzie ześlizgiwał mnie w stronę przepaści. Parę metrów takiego strachu.. i znowu spokój.
Z czołówkami, czasem ze śmiechem zjeżdżając na butach, przyszliśmy na Markowe Szczawiny. Gorąca czekolada, z powrotem na Krowiarki; już spacer, choć nadal szybkim krokiem.
Góry dają mi szczęście. Kupcie sobie trochę lepszych ciuchów, zadbajcie o stopy, dłonie. I idźcie w góry. Poczułam się wielka, mam chyba prawo czasem być z siebie dumną. To jestem.
|
16.11.2006 . 21:19
|
Myślałam, że opiszę wszystko dokładnie, ale nawet na to nie mam ochoty.
Po prostu: ciężki dzień mam za sobą. Naprawdę ciężki.
Albo coś napiszę..
Kobiety w dziekanacie źle wyliczyły mi średnią, pozbawiając mnie szans na stypendium. Sugerowały, żebym nie pisała odwołania, bo wtedy z listy odpadną dwie osoby (o gorszych od moich ocenach - oczywiście, podały mi ich nazwiska). Wiadomo, że trzęsą tyłkami, bo to one zawaliły.
Jutro się dowiem, czy jest szansa, żebyśmy wszyscy to stypendium mieli. Jeśli nie.. napiszę odwołanie i.. i panie z wściekanatu zadbają o to, żeby mój rok mnie znienawidził.
Ostatni semestr z tymi ludźmi, a ja..
.. ja naprawdę ciężki dzień mam za sobą.
Wiem też, że mam przyjaciela, który po prostu po mnie przyjechał, słysząc mój płacz w telefonie. I że wykładowca chce mi zapłacić za udział w konferencji, skoro ona mnie interesuje. A to jest miłe.
Dobrze, że nic nigdy nie jest tylko w jednym kolorze. Choćby miał to być najradośniejszy pomarańcz.
Póki co, fajnie, że się zrobiło przynajmniej szarawo.
|
17.11.2006 . 08:30
|
Akcji "dziekanat" szybki ciąg dalszy.
Wczoraj wieczorem na forum mojej uczelni opisałam sytuację. Parę osób się odezwało - że mam to odwołanie pisać, a w razie czego pójdą z widłami na ten nasz dziekanat.
Odkryty na nowo przyjaciel napisał mocne uzasadnienie odwołania, w którym chciał przy okazji poskarżyć się na panie z dziekanatu, ale to zdanie wykreśliłam - ja tu nikogo nie oceniam, ja tylko staram się o stypendium.
Dziś rano zadzwoniłam na uczelnię, z pytaniem, czy jakimś cudem Katowice zgodziły się, żebyśmy wszyscy troje mieli to stypendium..
.. a Katowice jakimś cudem się zgodziły!!
Słuchajcie, piękniejszego finału przecież nie mogło być - i te dwie osoby, i ja będziemy dostawać kasę!
No i mogłabym być po prostu tylko szczęśliwa.
Ale.
Kobieta, z którą dziś rozmawiałam, mówi, że czytała mój post na forum, że traci wiarę w młodych ludzi, że jest jej przykro, jak mogłam, że nie doceniam ich starań.
Przeprosiłam, mówiłam o emocjach, o tym, jak zostałam wczoraj potraktowana, że mnie okłamały. Przeprosiłam.
Weszłam od razu na forum..
Powiedzcie, czy to jest takie straszne, okrutne i bezlitosne? I trzeba po tym wątpić w młodzież?
uwaga - z cyklu "ciekawostki z dziekanatu"..
to znów ja.
słuchajcie. dziś zawisły listy z tymi, którym przyznano stypendium naukowe. nie znalazłam się na niej i początkowo myślałam, że - cóż, byli lepsi.
ale coś mi nie dawało spokoju, poszłam do dziekanatu z pytaniem, od jakiej średniej u nas na roku jest stypendium.
okazało się, że źle mi wyliczyły średnią. wyliczyły na 4,59, a mam 4,78. powiedziały, że już za późno, że regulamin każe mi sprawdzać średnie wywieszane na wcześniejszych listach.
już nie mówię nic o tym, że nie miałam pojęcia o tych wcześniejszych listach [pierwszy raz miałam szansę na stypendium, nie znam procedury]... ale przeczytałam regulamin i tam, oczywiście, słowa nie ma o takim obowiązku!!
mam natomiast prawo się odwołać.
jeśli odwołanie zostanie rozpatrzone pozytywnie, z listy wylecą dwie osoby.
ja już zdecydowałam [mam za sobą naprawdę ciężki dzień, a te kobiety chyba zabiję..], ale ciekawi mnie - co Wy byście zrobili??
dodam, że te 2 osoby mają średnią 4,7, więc to nie jest wykłócanie się o różnicę jednej setnej, tylko jednak nieco więcej..
Powiedzcie, czy ja naprawdę jestem niewdzięczna i niedobra?
Wiem, że zachowuję się jak dziecko, pytając o to cały świat, ale zdążyłam już uwierzyć w moje ograniczenie i klapki na oczach.
|
18.11.2006 . 10:38
|
Gdyby ktoś dziś po południu wybierał się do Auchan w Żorach, zapraszam do apteki - zachęcam tam do kupna GinkoPrim, cena promocyjna (jeszcze jej nie znam), miłorząb + magnez, dla mnie to 8 zł za godzinę, a przy dobrej sprzedaży stawka wzrasta do 10-ciu.
Nie zależy mi na zbyt wielkiej kasie, byle tylko był ruch.
I dobrze, że dzisiaj akurat pojawiła się taka możliwość, bo kiedy akurat chciałabym po prostu poświętować trochę ten pozytywny finał na uczelni, po prostu pogadać, wypalić shishę, przytulić się i śmiać (jak ja uwielbiam się z nim śmiać!).. akurat teraz jest na festiwalu w Warszawie. Wiadomo, że jutro też go nie będzie. I wczoraj też go nie było, a do tego najprozaiczniej w świecie padła mu bateria, więc cały dzień milczał.
Za to w okolicach północy obudziły mnie SMSy z bramki.
Czy to trzeba mieć naprawdę wielką wyobraźnię, żeby przełożyć kartę?
Widać trzeba, widać tak.
Dobrze więc, że jest ta promocja, że dostanę te całe 48 zł, a odliczając dojazd będzie i mniej. Dobrze, że po prostu mam co ze sobą dzisiaj zrobić. Bo tak poza tym, to mi cholernie smutno, najprozaiczniej w świecie.
|
22.11.2006 . 20:49
|
Jeśli studia są szkołą życia, obyło by się bez tych ostrych lekcji na sam koniec. Przestało mi się wierzyć w wolność słowa, wczoraj nie pisałam afirmacji, nie poszłam na planowany od dawna i wreszcie mogący dojść do skutku basen. I byłam zła na R., że przyniósł kupon w totka.
A dziś założyłam pomarańczowe rajtuzy, zjadłam kurczaka w makaronie z wielkiego kartonowego kubka firmy tao tao, wylegiwałam się w łóżku z Eweliną i dwoma Rafałami, dostałam Przyjaciela wesołego diabła, wygrzebałam kartony do darmowego przytulania, które - oby! - już za tydzień.
I zamarzyłam o zamieszkaniu razem na 3 miesiące, na ostatnie smakowanie studiowania, i usłyszałam, że to nonsensowne, nielogiczne. Trudno się z tym niezgodzić, moja podświadomość mnie wkurza tymczasem.
Stwierdzam, że lubię siebie w pomarańczowych rajtkach.
I zapomniałam zalicytować na allegro, aukcja się skończyła bez żadnej oferty.
|
23.11.2006 . 07:27
|
U mnie w domu mówią, że Barbara zawsze musi wziąć kogoś do siebie..
|
25.11.2006 . 14:18
|
'Free Hugs' na UŚu w Cieszynie. Mam stracha, ale ta uczelnia potrzebuje pozytywnej energii.

|
29.11.2006 . 20:49
|
Dziękuję wszystkim:
przytulającym
przytulanym
fotografującym
filmującemu
trzymającym kciuki
pamiętającym
uśmiechającym się
życzliwym
- dzięki Wam zebraliśmy kilka ton małych szczęść.
[30.11.]
opisała i zamieściła pierwsze zdjęcia
|
|
|
|