Kontakt

Księga gości


Wyślij wiadomość

Linki

Agnieszka
Eliza
przyszła przedszkolanka
wolny
istotna
Nagietka
Dominik
Kasia
Jagoda

źródło

02.12.2005 .                       12:15

Komentuj 5


Po co robić wróżby andrzejkowe, skoro potem drobne różnice i już jakieś głupie myśli w głowie?..
Ech, baby.
Ale wieczór udany, nie dlatego, że nagle prezent pół roku prawie po urodzinach; to rozmowy do późnej nocy z dobrymi sercami, gorącymi głowami, z R. przysypiającym na fotelu, a potem nagle coś mówiącym i w środku duma, że on mój, że taki facet, taki facet!..

Pierwsze próby przed tajemnica! nie wolno zapeszać!, już ruszyło, już się toczy, już te spojrzenia porozumiewawcze, wiadomo już, że wyjdzie. Tylko teraz będzie włóczęga po mieszkaniach, plecak będzie i niedosypianie, i kilkanaście par skrzydeł do zrobienia.

Pracy koniec, jeszcze trzeba trzy prezentacje posłać i koniec, niech tylko wreszcie się odezwą, bo boję się, że pracowałam sama dla siebie.

Gdybym nie była tym, kim jestem, chciałabym być, mimo wszystko, sobą.


08.12.2005 .                       21:57

Komentuj 6


Chwiejnie. Pozorne utrzymywanie równowagi, krótkie, a upadki bolesne.
6. grudnia to czapka cudowna i nienormalna, ciepłe, cieplutkie skarpetki i miłość do zachłyśnięcia.
A jednak chwiejnie. Pozorne utrzymywanie równowagi, krótkie, a upadki bolesne.

Głupi ten refren.


17.12.2005 .                       17:20

Komentuj 3


Nie, teraz lepiej, żebym nie pisała. Jeszcze by się okazało, że negatywnymi nastrojami można przez internet zarażać.

Zapraszam w środę na 20.00 do Cieszyna, do Piwnicy pod Targową.

Napisanie tego tutaj, to jak podjęcie ostatecznej decyzji.
Taki sobie blog, a jaki czasem ważny..!


26.12.2005 .                       16:48

Komentuj 4


Wtorek oznaczał znów płacz, bo zdecydowaliśmy - nie gramy. Przełożyliśmy sprawę na styczeń i teraz się szczerze z tego cieszę.

Wieczorem R. stwierdził, że będzie mnie leczył.
Na tradycyjną coroczną wigilijkę w Żółtym Domku (z łezką w oku, ostrym barszczem, głośnym śmiechem i po prostu dokładnie taką, jaka być powinna) przyjechaliśmy jeszcze elegancko ubrani. Tu spódnica, tam sweterek, tu nowa grzyweczka..
A już kilka godzin później - body, bluzki antypotne, wiele warstw, czapka, rajtuzy. Północna wspinaczka na Karkoszczonkę, z workiem drewna, serduchami (trzema, a dwa już czekały) radosnymi, ze stękaniem i z zapadaniem się w śnieg, aż dziwne, że tylko po kolana, bo białe pole czasem wyżej niż głowa.
Wino grzane w menażce na kominku, kabarety, śmichy, chichy, poznawanie, spokojna rozmowa. Lodowaty pokój, tylko trzy koce, a jednak tak spokojna, dobra noc!..

Przyjechałam wyleczona. I nic dziś już nie napiszę, idziemy do kościoła. Komunia będzie, lepiej mi z nią.
Miłości takiej (bo większa to już chyba niemożliwa) - nie tylko z okazji Świąt - każdemu życzę.