|
|
02.12.2006 . 23:38
|
Ciągłe echa przytulania. No proszę.. nawet moje gadanie można usłyszeć, ha!
|
04.12.2006 . 23:09
|
Jadę do Katowic na konferencję. O tej godzinie, mój Boże..
Wymieniam SMSy z wykładowcą i czuję się w sobie bardzo dobrze.
|
09.12.2006 . 14:20
|
Pozdrawiam z II Festiwalu Kabaretu w Zielonej Górze. Z "Gęby" konkretnie. Padam na nos; idziemy spać o 4.00, śniadanie jemy koło południa, wieczorem są kochane (czasem mniej) świry z kabaretów wszelakich.. Nie wiem, kiedy ja zacznę tę pracę pisać.
Oto wyluzowana Agnieszka - imprezuje, zastanawiając się, co zawala.
Ale imprezuje naprawdę. I czuje się rewelacyjnie.
|
15.12.2006 . 09:31
|
Nie wiem, czy to empatia, czy co - kiedy kolejna zapytana o drogę osoba najpierw zrobiła wielkie oczy i z przerażeniem w głosie wydukała, że to przecież bardzo daleko, nie dało rady i udzieliło mi się; pomyślałam, że widać faktycznie tylko mi się wydawało, że to zajmuje kwadrans, a w rzeczywistości te trzy kwadranse mi nie starczą.
No i nadal nie wiedziałam, jak tam dojść.
Pewna pani wręcz chciała mnie skierować do Mikołowa..
No, ale ta ponad setka znajdywanych czterolistnych koniczynek coś przecież musi znaczyć - ostatecznie, kiedy powkurzałam już parę osób SMSami, kiedy przysięgałam sobie, że następną osobę, która będzie chciała mi odradzić ten spacer, po prostu kopnę w brzuch (taki szantaż z dzieciństwa - tym sobie groziliśmy, uważając, że nic gorszego człowieka nie może w życiu spotkać), spotkałam sympatyczną parę w średnim wieku, właśnie w moim celu podążającą.
To jest tak blisko, że śmiać mi się chce z tych całych żoraków. Żorzan. Tak, żorzan (a naprawdę?).
Wieczorem na dworcu znowu - jakiś pan mi powtórzył kilka razy, że drabas to już odjechał, a za dwie minuty siedziałam, rzecz wiadoma, w drabasie.
Kiedy jest ruch, tak naprawdę uwielbiam stać na promocjach. Galeria postaci i gęb jak w najznakomitszym kabarecie. Reakcji, mimiki, odzywek. Najbutniejsi pokornieją, kiedy po prostu się do nich uśmiechnąć. Czasem ktoś przed nosem od razu rzuci ulotkę na ziemię, a ja się na siebie wkurzam, że mnie, MNIE to dotknęło!
To niby taki mój sekret - że to lubię - ale R. i tak nazywa mnie socjologiem.
Ha!
Może socjologia?
Póki co, trzeba sobie przygotować wałówę na cały dzisiejszy dzień, znów bez obiadu.
|
17.12.2006 . 12:36
|
I po promocji, jestem z siebie dumna, poza tym stałam dłużej, niż było planowane. Z wypłatą też nie powinno być problemu, kobieta jest miła i sprawia wrażenie naprawdę uczciwej.
Może jest szansa kiedyś na ten aparat nazbierać.
Z innej beczki - szczerze polecam, nie znam sympatyczniejszych sprzedawców, są sprawdzeni i naprawdę.. ech, niesamowici. Bardzo rzetelni, oferta na wysokim poziomie, świetny klimat.. po prostu - moim zdaniem, najlepszy sklep sportowy w okolicy.
Są wielcy! - choć jeden z nich odpowiada na to, że ma tylko 172 cm wzrostu.
Mam zdjęcia z Darmowego przytulania, ale nie mam na razie pomysłu, gdzie je zamieścić.
Potrzebuję własnej strony, szkopuł w tym, że nie umiem jej sobie zrobić.
Może R. się wreszcie zmobilizuje. To też byłby dobry prezent, jeśli go znacie, przekażcie mu to dyskretnie.
|
21.12.2006 . 19:51
|
Jestem masakrycznie senna.
Kupiłam sobie drewniane kolczyki i korale.
W sobotę znów promocja w Żorach.
Uczę się sudoku.
Mam 6 konspektów do napisania, 5 arkuszy hospitacyjnych, 30 godzin praktyk do zrobienia, pracę o polityce kulturalnej mojego miasta i dobrze by było ruszyć z magisterską.
Jeszcze trzeba zaliczyć 150 godzin aktywności (nie pytajcie, głupota), obóz naukowy sprzed roku, obrobić - przynajmniej wykadrować - kupę zdjęć, poszukać piosenek z akompaniamentem na akordeonie, nauczyć się je śpiewać, umówić z Izą na próby, wysłać zgłoszenie; zapakować prezent dla Rafała, popłakać w poduszkę nad marnością tego świata i cholerną pocztą polską, która tak zwanego prezentu właściwego jeszcze mi nie dostarczyła, powiesić lampki nad oknem (lubię je, straszliwie lubię te żółte światełka), zmontować film z "przytulania"..
Nie, nie chce mi się wyliczać, jedyny pozytywny skutek takiego wyliczania, to taki, że momentalnie odechciewa mi się spać. Coś jak kawa.
Kupiłam R. kawę o smaku amaretto, niosłam ją w torbie i pachną nią moje rękawiczki.
|
23.12.2006 . 23:53
|
Agnieszko, życzę Ci:
dobrej kondycji psychicznej,
napisania tej cholernej pracy magisterskiej i sprawnej obrony,
życia w zgodzie ze sobą,
miłości! duuużo miłości!,
zdrowia; żadnych tam problemów z brzuchem,
aparatu na zębach,
pięknych audycji w radiu, pięknych filmów, książek.
I żebyś częściej słyszała ale ty jesteś fajna!.
Wam też życzę mądrych życzeń w te Święta. Wrzosowe Święta agaetisowe.
00:12
Jak pech, to pech. Znów braknie odwagi do śpiewania. Bądź silna, Aga, bądź silna, do cholery, choć raz.. Informacje krzyżyjące plany, nagle, w sam raz na Święta. No, tak.
|
27.12.2006 . 11:28
|
Jak małe dziecko chyba, najchętniej siadłabym na ziemi z buzią w podkówkę i manifestowała żal o wszystko.
Że już po Świętach, że prezent dla R. nie doszedł, że akordeonistka nie odpowiada, więc jednak nie pośpiewam (a już wybrałam piosenki i już myślałam o tym 150 razy na minutę).
A tak naprawdę: dzień tak piękny, w dodatku rozpoczęty we dwoje - nie sposób buczeć; śmieję się do chleba z masłem, ściągam znajomych na imprezę w Cieszynie, cieszę się słońcem i mrozem na samochodach pod oknem, jutrzejszymi górami i byciem razem po prostu (najpiękniejsze "po prostu" na świecie).
I dostałam stronę pod choinkę! Jeszcze się robi, na razie Wam nic nie pokażę. Ale jest!
|
29.12.2006 . 22:27
|
Jak to jest?
Kiedy mu mówię, że tak późno jedząc lancz, będzie jadł przed północą obiad, więc dieta nie ma sensu, kiedy potem faktycznie tak się dzieje - to jest właściwie moja wina i jestem czarownicą, czy moja, bo w niego nie wierzę, czy po prostu go dobrze znam?
Gdybyście kiedyś chcieli sobie znaleźć jakiś drobny powód do wyrzutów sumienia, chętnie pomogę, jestem w tym dobra.
Ale ta dieta naprawdę teraz nie ma sensu.
Jutro jedziemy nad morze, jestem na dwudziestym siódmym sudoku, ruszyłam trochę z nauką - jest dobrze.
Zwłaszcza to morze.
Morze morze morze morskie morzaste, zobaczcie, o, tak to wygląda, tam przywitamy Nowy Rok.
3. stycznia 2007; 21:46
Wywalam zdjęcie, bo go nie widzę. No i wcale tam tak nie wyglądało, ale to nic!!
|
|
|
|