|
|
01.02.2006 . 20:34
|
Ada zapytała, czy wszystko w porządku, czy coś się dzieje, że tak chudnę.
Na wadze stanęłam dopiero po wielkim obżarstwie, dopiero, kiedy już nie mogłam patrzeć na pizzę, a jej ostatni kawałek podarować litościwie (z litości nad sobą) bratu.
46 kg
Wszystko w porządku, Ada, to chyba sesja, jem normalnie, nawet dużo, grunt, że piersi pozostają bez zmian.
A kiedy czasem kupuję sobie coś nie w ciucholandzie, po powrocie do domu zaskakuję się brakiem konieczności wyprania tego. Jest po prostu czyste? Mogę od razu założyć? Niesamowite.
Po ostatnim egzaminie. Jedna praca do napisania i koniec.
O, kurcze, ależ mi paznokcie urosły.
|
10.02.2006 . 16:50
|
Wspólne zakupy - coś fantastycznego! Półtorej godziny wokół dwóch - trzech regałów, piętnastominutowy bieg wśród pozostałych, godzina w przymierzalni z maksymalną ilością ciuchów, z wymienianiem rozmiarów, z prawieniem sobie komplementów.
Każde lustro to okazja do czekaj, zobacz, jaka z nas piękna para.
Dziś Larmo, a jutro znów Karkoszczonka i Chata Wuja Toma. Tym razem zebrała się nas cała jedenastka, oczywiście z tego większości nie chce się przecierać szlaków, ale my bawimy się w traperów; już sobie wyobrażam te przemoczone spodnie, czerwone policzki, spierzchnięte usta, zadyszkę przy najmniejszym podejściu.. nie mogę się doczekać! Naprawdę, potrzebuję takiego odpoczynku - zmęczeniem, mioduli zrobionej przez mamę, Czapli i BeE blisko siebie potrzebuję, pstrykania Zenitem i zapachu drewna.
Patrycja pisze, że dla niej to już tylko pokój z łazienką i dyskoteka gdzieś blisko. Wymądrzam się - jak różnie idą drogi ludzi z jednej klasy.
"Karol" wczoraj, wreszcie..
Zmieniają się tylko hasła i moda, poza tym - wszystko jest tak samo.
|
16.02.2006 . 12:17
|
Co sprawia, że mężczyzna nagle uderza swoją żonę? Po dwudziestu pięciu latach wspólnego życia?
Naprawdę szukam odpowiedzi.
(I uspokajam, że teoretycznie mnie to wcale nie dotyczy.)
Powiedzcie mi, jeśli wiecie. Bo moja wyobraźnia tego nie ogarnia.
|
20.02.2006 . 13:54
|
Orłowa już też zdobyta zimą, wczoraj (oczywiście kilka ostatnich metrów to przypomnienie sobie, że już się tu było).
Dwuosobowa wędrówka, szczęśliwa, roześmiana, w słońcu.
Teraz zmęczenie, ale bardziej psychiczne - jedna rozmowa, pięć testów, jakieś przerysowywanie obrazków. Ciekawe, co z tego wyjdzie, kim naprawdę jestem, ciekawe.
Nie jest źle mieć zwolnienie lekarskie, ale akurat zaraz po feriach, to średnia przyjemność. Myślami jestem i tak na uczelni, w pokoju w akademiku, zastanawiam się, jakie imprezy ogłaszają plakaty. Chyba mam problem z wyobrażeniem sobie, jak będzie po studiach (wyobrażania sobie, że właśnie wracam z pracy, dopiero muszę się nauczyć) i chyba zaczynam rozumieć, dlaczego R. jeszcze się nie obronił.
A może właśnie w uzależnieniu od niego tkwi cały problem, nie wiem. Może problem tkwi w chłodnym pokoju. Może w przeczytanych już książkach.
Może też problemu w ogóle nie ma, to w sumie nieistotne.
Od czwartku (po kolejnym, ostatnim, badaniu) OFPA, w ostatnich latach radykalnie zmieniło się znaczenie lubię, kiedy coś się dzieje.
Coś robić, coś znowu zorganizować, przez chwilę być dumną, potem odchorować. Najprawdopodobniej nie wszystko we mnie jest do końca normalne, zauważyłam nadużywanie takich słów, jak "paranoiczny", "schizofreniczne". A słowem ostatnich tygodni jest "ŚWIADOMOŚĆ". Od z nią postępowania uzależniam sensowność wszystkiego, jej zaistnienie wszystko usprawiedliwia.
|
|
|
|