Kontakt

Księga gości


Wyślij wiadomość

Linki

Agnieszka
Eliza
przyszła przedszkolanka
wolny
istotna
Nagietka
Dominik
Kasia
Jagoda

źródło

01.04.2004 .                       22:10

Komentuj 12


wczoraj.noc

dźwięki wchłaniają nas, wyciągają zza stolika, zamykam oczy, uśmiech może wydawać się przyklejony, nie interesuje mnie to

odpływam, tak po prostu

a potem

michał


03.04.2004 .                       09:58

Komentuj 5


Byłam wczoraj na spotkaniu z Ryśkiem Pawłowskim. Od dłuższego czasu staram się napisać o tym coś więcej. Nie umiem.
Na dwie godziny zgaszonych świateł, muzyki, której nie potrafię nazwać, slajdów z miejsc, których istnienie zawsze poddaje się w wątpliwość, znając je tylko z ekranu - na te dwie godziny zaczarował nas, czasem rozbawiał, najważniejsze, że był nie panem Pawłoskim, tylko Ryśkiem, "Napałem", mówił zwyczajnie, bez snobizmu...

... myślałam o yoblach. O piątce facetów, zafascynowanych górami, jeżdżących na rowerach do Włoch, Francji, w polskie góry - to ciągle. O tym, że kiedy ich poznałam, też zaskoczyli mnie po prostu umiejętnością mówienia w zwykłej rozmowie o tych ich pasjach. Bezpośredniością. Zwyczajnością; przy całej ich nie-zwyczajności.

Przez kilka miesięcy byli w absolutnym środku mojego życia.

Byli.

Dobrze, że Czapla jeszcze jest. Nie dam mu odejść.
Wiesz, Czapliński?
Ja Ciebie, mimo wszystko, cholernie potrzebuję.
Wiesz, wiesz...

Widzisz, Aga, tak się jakoś złożyło dziwnie, że nie ma teraz czasu się spotkać, ale u ciebie wszystko dobrze, prawda? Układa ci się, nie? Pozdrów Michałka [sic!], a my jeszcze się zobaczymy. Pogadamy. Wszystkiego dobrego.


04.04.2004 .                       22:02

Komentuj 8


Kiedy mnie obejmuje, czuję, że wreszcie wszystko jest na swoim miejscu.
Każda rzecz odzyskuje porządek, każdej chwili jasnej odpowiada gdzieś ciemna, każde wydarzenie okazuje się mieć sens, może ukryty - ale wiem, że na pewno go ma.
Kiedy jestem blisko niego, czuję, że wreszcie ja jestem na właściwym miejscu.

I natychmiast zaczynam za nim tęsknić.


07.04.2004 .                       23:22

Komentuj 6


Wolałabym chyba nie poznawać już nikogo, nie słyszeć na początek Jaka ona otwarta, prawda?, a potem w osobnym pokoju, nie sączenie wina, bo piłam je zbyt szybko, i nic złego, tylko rozmowa, tylko muzyka, tylko wszystko Półtorej godziny cię nie było jak mogło to tak przelecieć, więc wolałabym już nikogo nie poznawać i myśleć, że tylko on mnie tak rozumie, że tylko on mnie w ogóle rozumie, ale tak nie jest, będę poznawać, pić wino, przywiązywać się gwałtownie jak szczeniak, będę się uśmiechać, pisać esemesy, a potem nocą długie myślenie, cholerne analizowanie, i wniosek taki zupełnie paradoksalny, że właśnie jednak tylko on, a reszta to tylko, żeby wiedzieć to na pewno, reszta jest tylko po to, żeby nie mieć już żadnych wątpliwości, że tylko on, on, on.

"Żyjemy w podobnych światach."
Wiem, Alicjo, wiem...

i dodatek specjalny. uśmiechnij się
Małgorzata w chwili natchnienia i wściekłości, jakoś tak krótko bez tego jej Mistrza (ja za język Małgorzaty przepraszać nie zamierzam): "Z facetami jest jak z gotowaniem wody. Jak nad tym stoisz i czekasz, to ni chuja ci się nie ugotuje. Ale ledwo wyjdziesz do pokoju obok - a ten, kurwa, już wrze!.."

Cogito ergo sum. Ot, cała bajka.


09.04.2004 .                       22:18

Komentuj 5


What are you doing the rest of your life?
North and South and East and West of your life
I have only one request of your life
That you spend it all with me...


...tyle, że ja najpierw sama muszę się nauczyć siebie rozumieć, z sobą się dogadywać, bo inaczej nie wytrzymasz, bo ja już czasem sama z sobą nie wytrzymuję, ileż można na prochach, na kawie, błędne koło jakieś, a tu też tylko piszę i wyrzucam, uch, czuję się tak potwornie niezdecydowana, tak potwornie sama nie wiedząca, czego chcę od Ciebie, od innych, od świata, od siebie przede wszystkim, a to najgorsze.

Cholera jasna.

[Syndrom Cortazara mam, wiem.]


11.04.2004 .                       23:54

Komentuj 12


W sobotę szedł na noc do pracy, pomyślałam, że pewnie przytuli ją, posłodzą sobie, że będzie to obrzydliwie udawane, że zaraz zwrócę, ale nie przytulił jej nawet i właściwie, to było jeszcze gorsze.
A przy świątecznym śniadaniu czekałam na zakłamane życzenia, na ten fałszywy uśmiech, na to pieprzenie, jak to naprawdę chce dla nas wszystkiego najlepszego, ale nie odezwał się słowem, po prostu jadł, rozmawialiśmy o dupie marynie i zrobiło mi się tak cholernie smutno, że nawet maleńki kawałeczek jajka nie chciał mi przejść przez gardło.

A po południu okazało się, że mam z nim znacznie więcej wspólnego, niż bym chciała, a może jestem jeszcze bardziej złośliwa, jeszcze bardziej kłótliwa, może z jeszcze większym trudem przychodzi mi docenienie tego, co mam, okazywanie uczuć, może moja rodzina będzie tak samo daleko ode mnie?..

I tym dzisiaj zakończę, bez wniosków i niech nikt ich nie wyciąga, a wkrótce zmienię nazwę, niech mi tu nikt rzeczywisty nie zagląda, przepraszam, wolę myśleć o was trochę tak, jakby nikogo nie było, jakbym mogła pisać do was małą literą, na pewno mnie rozumiecie.

Od teraz wyłączam myślenie. Tak jest łatwiej. Mam nadzieję.


16.04.2004 .                       03:16

Komentuj 20


Bezmyślenie wcale nie gwarantuje, że będzie łatwiej, ale przynajmniej ma się wrażenie, że wszystko wolno.

I jeszcze, że się wszystko potrafi.

Jestem więc sobie teraz demiurgowata taka i przesiaduję po nocach na gadu, nawet, kiedy nikogo nie ma.

A następnym razem pojawię się tu chyba już nowa. Przynajmniej taką mam nadzieję. Do zobaczenia albo niech mnie ktoś zabije, oczywiście, że tego wcale nie chcę, ale tak mi się napisało i zostawiam.


24.04.2004 .                       14:21

Komentuj 29


Noc w samochodzie, szybki rytm mocno wwiercający się w czaszkę, wspomnienia tylko dobrych chwil i paradoksalna pewność, że podjęło się jednak niewłaściwą decyzję, nerwowy sen...

... a na koniec spadł deszcz.

"Ostatni raz tędy jadę" - i włączył "Agaetis Byrjun", a ja pomyślałam, że mam na sobie to samo, co kiedy widziałam go po raz pierwszy, i że ten deszcz wcale nie kojarzy mi się ze smutkiem. Patrzyłam, jak krople na przedniej szybie pojawiają się jakby oczekiwane, jak wycieraczki walczą z nimi bezskutecznie, czułam po prostu, że deszcz jest właściwy i szukałam w sobie żalu, którego nie znalazłam ani odrobiny.

Dopiero, kiedy długo stał pod moim domem, siostra prosiła "chodź już", a ja nie mogłam się ruszyć z miejsca, dopiero wtedy pierwszy raz pomyślałam: przecież koniec.

Nie trzeba nowej nazwy, szablonu; chciałam najpierw zmienić coś tutaj, a potem moją rzeczywistość.
Udało mi się inaczej.
Udało mi się przez chwilę być egoistką, przepraszam, że jestem z tego dumna.


27.04.2004 .                       07:17

Komentuj 14


Absolutny brak silnej woli. Od dziesięciu minut powinnam siedzieć w pociągu i kolejny raz przeglądać tekst na wiedzę o Unii.

Mokre włosy, plecak niespakowany. Radio gra niewiele głośniej od mojego żołądka.

No, to posprzątałam, faktycznie. Siebie nie zmieniłam.


30.04.2004 .                       16:14

Komentuj 18


... nie wiem, dlaczego milczałam, czułam na sobie jego spojrzenie i nie podnosiłam głowy, w końcu, na Rynku, odwrócił moją twarz w swoją stronę, zaczęłam go głaskać po policzku i mówić szybko, że znam ten biały bruk, znam ten kościół, że wiem, że nie muszę oglądać, że lubi dokładnie to samo, mówiłam szybko, żeby nie przerwał, żeby nie odgadł, że chcę powiedzieć coś jeszcze, mówiłam głupoty, a on po prostu przytulił mnie, podniósł, okręcił, zaczął całować, śmiać się - to właśnie chciałem z tobą robić w Krakowie - wtulona w jego sweter, rozbawiona pocałunkami, nie myślałam o niczym...

nawet największy banał nie byłby w stanie zepsuć nam tej nocy

(23:49)

Aglaja Veteranyi "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze"

Ludzie szukają szczęścia, jak nasza krew serca. Kiedy do serca krew wcale nie dopływa, człowiek usycha...

nie uschnę