|
|
03.05.2005 . 14:40
|
Z Rafałem jestem jeden rok.
|
10.05.2005 . 15:57
|
Wczoraj najpierw udane opowiadanie o kabaretach i kabaretonach. Potem jeszcze 5 winyli Pink Floydów. W prezencie!
Dziś siarczysty policzek. Metaforyczny - czyli boli jeszcze bardziej.
Aha. Nie jestem pesymistką, choć to pewnie tu czasem tak wygląda.
|
15.05.2005 . 13:11
|
Miałam dziś we śnie chorobę psychiczną. Bolesne badania, po których leciała mi krew z nosa i zostawały dziury w policzku. W nocnej koszuli biegłam do mieszkania Rafała i rozmawiałam z blokersami.
Przyjemnie by było mieć chorobę psychiczną, gdyby nie nieustanne wyrzuty sumienia i widzenie siebie jako zupełnie obcego człowieka. Dla mnie samej.
|
18.05.2005 . 10:24
|
Tak zwane dołki energetyczne. Albo nie wiem, co. Nękają mnie od jakiegoś czasu stanowczo zbyt często.
To nie tylko senność. Znużenie jest słowem właściwszym, a też nie do końca oddającym tę pustkę. To pudełko, którym się staję na kilka - kilkanaście godzin. Przemakalny karton, pełen deszczu.
(Nie, nie chcę się bawić w poetkę, nigdy nią nie byłam i nie będę.)
Dziś miało być Raz, Dwa, Trzy, ale za oknem zbyt mokro. Kolejne plany niezrealizowane, dobrze, że choć z Festiwalem się udało (Klata mym idolem trochę jest). Jutro dwa kolokwia, właśnie widać, jak się uczę.
Idę spać, może będzie kolejny sen magiczny, zawsze to jakiś pożytek.
Po kolokwiach Kraków. Tam nawet bułka smakuje inaczej, mokry asfalt ma zupełnie inny zapach, katar jest inaczej męczący, a brud inaczej osiada. Inaczej dotykam mojej z Rafałem miłości, naszej wielkiej, najważniejszej, przyjaźni.
Do Krakowa więc tęsknię i na Kraków się cieszę, Jakub pluszowy znowu kabarety obejrzy i oby rafałowy pokazał, na co go stać.
A tymczasem - spać.
|
20.05.2005 . 15:14
|
Pozdrawiam z PaKI. I.. może coś więcej napiszę. Ale nie teraz.
|
25.05.2005 . 21:25
|
Kraków znów inny - tym razem luksusowy. Pierwsza wizyta w hotelu niezapomniana jednak z innych przyczyn, już my wiemy, z jakich.. i chwalić się nie ma czym, ale dobrze było odkryć sobie dobroć w kolejnym człowieku.
Sauna, basen późnowieczorny, łóżko miękkie aż boleśnie, cudowne, ciepłe światło w łazience.
Rezygnowanie z imprez zupełnie dobrowolne, posyłanie uśmiechów. Werdykt smutny i ostatnia noc, Dobranoc Starszych Panów o czwartej nad ranem. Poważne rozmowy, niepoważny - krótki - potrzebny bardziej od chleba taniec.
A tu: bladość skóry, znowu Piwnica, spacer z Siostrą, z Siostrą grabienie trawy. Zwyczajność tak cholernie drażniąca nozdrza.
Nie macie pojęcia, jak uwielbiam gotować mu zupy. I słyszeć jak one ewoluują pomiędzy jedną łyżką a drugą.
Pod koniec czerwca śpiewamy naprawdę dla Piotra. W prawdziwej Piwnicy, tej krakowskiej.
Szczęście.
|
30.05.2005 . 11:27
|
Rafał zrobił mi prezent.
Wycieczka w sobotę na Baranią była ustalona - zmęczenie, w sumie, do przewidzenia. Wycieczka cudna..
Ale wczorajszy dzień był prawdziwą niespodzianką!
Zabrał mnie na Iron Maiden.
Gorąco - a potem zimno. Ciasno - ale bezpiecznie. Głośno.
Obudziłam się pół godziny temu. Właśnie zaczynają się zajęcia drugiej grupy, na które mogłabym się wkręcić.
Szkopuł w tym, że jestem jakieś trzydzieści kilometrów od uczelni.
|
|
|
|