|
|
06.05.2006 . 09:55
|
Przeziębione zatoki, głowa, że jeden taki ból na 23 lata. A noce pod namiotem, sezon rozpoczęty.
Śniadania pod kwitnącymi jabłonkami, zdjęcia, co prawie na pewno nie wyjdą, ale uparcie robione. Jakieś w środku problemy, już nieważne.
Most Karola, sklepiki, Rynek, sklepiki, Most Karola. Hradczany, sklepiki, Złota Uliczka, sklepiki.
Te wystawy, wnętrza, zabawki, rysunki - to też zwiedzanie, to wszystko zupełnie inne.
Nocne podróże tramwajem, nogi obolałe, dużo miłości, naprawdę dużo.
Widzisz, nie wierzyłaś, że się nam uda do Pragi przyjechać, mam nadzieję, że to trochę zmieniło Twoje myślenie o mnie...
Po Tobie można się wszystkiego spodziewać, takiego myślenia lepiej nie zmieniać, masz ciężko mnie czymś zaskoczyć przez to ciągłe zaskakiwanie.
A po powrocie jakiś dziwny rząd, Larmo duszne i z zawrotami głowy, cichy powrót do domu, na komórce Jagodowe mądrości, sen o BeE, o Cza, tęsknię tak, że chcę pięścią rozwalać szkło.
Jakieś prace do napisania. Nie chcę zaglądać w terminarz.
|
11.05.2006 . 19:33
|
Dwa najładniejsze zdjęcia zostały wyposażone w czerwony pasek, coś jakby ślad ognia.
Kilka jest nieostrych, kilka za ciemnych.
A BeE śmiał się, że łaziliśmy jak beduini obładowani - zenit, obiektyw, pierścienie, kamera, mikrofon.
Ale teraz przecież już Cieszyn. Prace, książki, odpędzanie myśli o stypendium. Szczęście w akademiku. Taka sama sobie tam jestem, choć Marta za ścianą to tyle uśmiechu. Na dworze ciepło, a ja w lodowatym korytarzu palę z nią te pierwsze od ponad dwóch lat papierosy. Marzniemy tak przez długie ważne rozmowy, a potem znów wolno mi być szczęśliwie samą.
Potem będą Cieszynalia, potem Festiwal Teatralny, potem może wreszcie z R. razem przed publicznością, ale zobaczymy, na razie pan S. wie lepiej, że ja wystąpię i będę czerpała z tego przyjemność, choć sama mówię, że nie jestem tego taka pewna.
Zorka Project w Cieszynie, trzeba obejrzeć.
Odkryte dzięki gazecie siostry: Torby nie na moją kieszeń (chociaż.. kusi) i ciekawe miejsce stanowczo za daleko stąd.
|
22.05.2006 . 10:58
|
I, jak co tydzień, ugnę się za chwilę pod wielkim plecakiem, przed dwunastą ledwo żywa doczołgam się do akademika, jak co tydzień już na projektowaniu będzie mi burczało w brzuchu..
Lubię tę monotonię, zwłaszcza po takim weekendzie - Gliwice, Kraków, Rybnik, Katowice. W ogóle lubię to moje życie na 158 cm.
Tylko trudno znaleźć ciuchy, plecaki, okulary proporcjonalne.
Przeraża mnie ciagły katar, straszę rodzinę, że wywalam już do koszy zmięte w białe warstewki płuca, wątrobę, jelita. A mama straszy, że to uczulenie. Niemożliwe, nie zgadzam się, nie.
|
|
|
|