|
|
08.05.2007 . 01:03
|
Bardzo krótko po tym, jak zaczęliśmy być razem, zadzwoniła kobieta z Anglii, odpowiadając na wiele miesięcy wcześniej wysłane zdjęcie, zgłoszenie chęci podjęcia pracy. Już tu to chyba zresztą opowiadałam. Decyzja była szybka, proszę pani, ale ja już teraz mam chłopaka - nie odpierała takiego argumentu.
Teraz z tym właśnie chłopakiem chcielibyśmy coś zrealizować z planu dom - drzewo - syn. Najlepiej, po kolei.
I do tego potrzebne są pieniądze.
Nawet, jeśli jakimś cudem świetna firma CCC tudzień Pizza Hut wybiorą właśnie moją skromną osobę na rewelacyjne przez nich oferowane stanowiska pracy, zdaje się, że nie dadzą mi 6 euro za godzinę. A przynajmniej śmiem w to wątpić.
Da mi tyle natomiast pewien Turek w Holandii, pod warunkiem, że zostanę na 4-5 miesięcy.
Nie miejcie gorszących myśli, chodzi o jak najbardziej przyzwoite pieczarki.
Mogę sobie za jakiś czas na tydzień odwiedzić Polskę. Na przykład po to, żeby aparat podkręcić.
Na razie, to nic pewnego i z moim szczęściem, to się wręcz okaże dawno nieaktualne pewnie.
Tylko, czy to właśnie nie byłoby faktycznie szczęściem?..
Mama R. mówi, że jeśli do pracy za granicę, to tylko razem. My tak nie myślimy, to naprawdę nie o to chodzi.
I nie o przełożoną na czas nieokreślony magisterską. Pisanie i obronę.
Chodzi o powrót w listopadzie, o startowanie tu od zera. Za to z kupioną ziemią i kredytem na dom.
O konieczność wysyłania wtedy kosmicznie durnych listów motywacyjnych, o ubieganie się o stanowisko merchandisera na przykład.
Albo koordynatora roznosicieli gazet reklamowych.
I możliwość planowania tarasu. Wielkości łazienki. Koloru ścian. Ułożenia mebli. Powieszenia ręczników. Ustalenia, kto dziś zmywa.
Może zbawieniem okażą się śpiewający kelnerzy. Liczę na to.
|
17.05.2007 . 22:49
|
Przed północą obudziłam się zlana potem, przerażona i nie rozumiejąc, co się dzieje.
Mieli wypadek. Kabaret R.
Tył i przód ich samochodu nie istnieją, rekwizyty walały się po polu.
Im nic nie jest. Nic.
Kocham to nasze życie. I myślę, że tej nocy na autostradzie musiało być gęsto od aniołów..
|
27.05.2007 . 13:28
|
Tydzień temu, w sobotę, rodzice wyjechali znów za zachodnią granicę, pomóc rodzinie w przeprowadzce. Skutek wiadomy i łatwy do przewidzenia - impreza.
Kochane gęby, większość poprzebierana (tematycznie wokół filmu), rozmowy balkonowe i spacer o trzeciej w nocy - wracaliśmy z budzącym się dniem. Wspólne śniadanie z muzyką żydowską, po południu kolorowy kiermasz w parku.
Potrzebne!
A od wtorku zęby zdobi mi aparat. Długie miesiące oszczędzania, właściwie, nawet lata, bo przy braku zarobków trochę trudno odłożyć taką kwotę. A teraz, kiedy mogę sobie pozwolić na zostawienie prawie trzech dych w lumpie, uśmiech szeroi i błyszczący metalową ozdobą.
Bo dla mnie to ozdoba, a i śmiech, kiedy rozmawiam z kimś i patrzą mi na zęby. I wreszcie mi to nie przeszkadza..
Jogurty zawsze lubiłam, powoli jednak zaczynam gryźć.
Dobrze też sobie bez rodziców pomieszkać, mam wrażenie, że nawet pies jest spokojniejszy.
Trudne dni dla nas z Rafałem, ale to akurat, właściwie, normalne - babskie huśtawki nastrojów i tyle.
Na terapii zamknięcie życiorysu, pora na genogram.
Holandia być może odłożona na bardzo wysoką półkę, jest szansa na coś tutaj, ale na razie tylko intensywnie o tym myślę, za tydzień pierwsze kroki.. zobaczymy!
I pojutrze krótkie, ale ciekawe warsztaty.
|
|
|
|