|
|
04.06.2007 . 18:58
|
Zmuście mnie jakoś do pisania magisterskiej..
|
10.06.2007 . 01:53
|
Czy blogi są dla Was prawdziwymi pamiętnikami?
Dla mnie nie i nigdy tak nie było.
Zawsze, odkąd skończyłam bodajże 12 - 13 lat, miałam swój zeszyt; przez jakiś czas nawet to pisanie musiałam ukrywać przed mamą, niezbyt zadowoloną z faktu, że jej córka tak marnotrawi czas (inne fakty już miały mniejsze znaczenie, jak np. ten, że ta sama córka i tak pozostawała najlepszą uczennicą w klasie). Miałam swój zeszyt, w nim byłam szczera, kiedyś nawet zwracałam się do niego per "Ty", przez pewien okres z Justą czytałyśmy sobie nawzajem te nasze pamiętniki/dzienniki, w taki sposób, po długim niewidzeniu, streszczając sobie wydarzenia ostatnich tygodni, miesięcy.
I, tak naprawdę, nadal mam taki zeszyt. Jest w twardej okładce, z przewagą niebieskiego koloru (ach, panie psycholożki, piękna ta barwa, prawda?). Teraz bardzo rzadko po niego sięgam.
A pierwszy wpis jest pod koniec matury i wspominam tam o Cza. O tym samym Cza, który właśnie kończy pływać po Bałtyku. O Cza, który minionej nocy mi się przyśnił na wózku inwalidzkim.
Dziś robiłam zdjęcia na weselu i młody pan mi go bardzo przypominał. Nos, włosy, ruchy, mimika, coś w głosie. Ciepło, otwartość. I taki miły! Pokochałam go bezwarunkowo.
Jak traktujecie swoje blogi?
Ja mojego założyłam chyba trochę pod wpływem zajęć z doktorem D. Była mowa o naszych stronach internetowych i chyba zakiełkowała mi wtedy myśl o zaistnieniu w taki sposób w sieci. Potem napisałam o tym na gadu pewnemu Łukaszowi, z którym wtedy przegadywaliśmy wieki, a teraz mam co najwyżej znikomy kontakt.
Okazało się, że on akurat ma pisać pracę magisterską o blogach właśnie, więc namówił mnie do założenia własnego. I nawet sam mi go założył, szczerze mówiąc.
Pamięta ktoś jeszcze mój pierwszy szablon?
Wsza rozlewała tamtą kawę.
A, w sumie, ładny był. Ale jakie to dla mnie ważne, że zaczęłam tu pokazywać fragment mojego ciała!
Nie wiem, czym jest dla mnie ten blog. Przez jakiś czas czułam się tu swobodnie - ale krótko. Nierozsądnie podałam adres znajomym z 'reala', potem niektóre osoby obiecały nie wchodzić, ale zawsze już zostało jakieś skrępowanie. Do tego odwiedziny absolutnie nieproszonych gości..
Co sądzicie o zupełnie szczerym pisaniu na temat braku zupełnej szczerości?
Mucha mi tu strasznie głośno bzyczy, będę musiała skusić ją światłem do innego pokoju.
Cza, BeE, Justa, Wodek, Ola, Ewela.. i inni.. To niesamowite, znajdywać tak kochanych dobrych ludzi. Mieć szczęście do dobra, tak bym to nazwała.
Mamy szansę tanio kupić ziemię. Trzymam za nas sama kciuki, możecie też potrzymać, na pewno nie zaszkodzi.
|
12.06.2007 . 01:04
|
Kochani, termin ustalony. Dokładnie na za rok.. no, teraz, to już nawet mniej.. 11. czerwca. Dzień urodzin Marty B., przeddzień urodzin Marty O.
Najważniejszy dzień w naszym życiu. Prawda?
Powoli, bardzo powoli przyzwyczajam się do tej myśli. Szczęście.
|
16.06.2007 . 15:29
|
Jesteśmy w trakcie kupowania ziemi. Prawdziwa okazja, jeśli chodzi o ceny w okolicy. Zresztą, nawet, jeśli chodzi o ceny gdziekolwiek, właściwie. Zwłaszcza, że działka jest uzbrojona, nawet jest jej przydzielony telefon, będzie robiona kanalizacja..
Przyziemne sprawy, do których zawsze czułam nawet wstręt. Kiedy mnie dotyczą - napawają radością.
Tyle, że pieniędzy nie ma; bo i skąd by miały być?
Rodzice R. planują coś dać, dziadek sam wychodzi z propozycją pożyczki.
A z budową domu trochę się po prostu poczeka.
Nie szkodzi!
Tata szaleje i zamawia katalogi z projektami, miło jest marzyć.
Wczoraj pożegnalna impreza w Żółtym Domku. Tyle wspólnych urodzin, wigilijek, kaw pitych między zajęciami, nawet nocowanie w korytarzowym "Marriocie" (ciekawe, czy Cza pamięta!).. Przykro trochę, kiedy teraz K.O. opływa po mnie wzrokiem, jak po obcej osobie. "Trochę" - bo przecież jesteśmy dorosłe, nie będę na siłę zabiegać o jej względy.
Nie można mieć wszędzie samych przyjaciół.
(Chciałoby się nie mieć wrogów.)
Ale przecież pozostała ekipa - jak zawsze, ciepło i serdecznie. I kolejne, nowe dla mnie osoby. Miło.
Odwiedziny na Stalmacha, rozmowy mało poważne o pracy magisterskiej..
A, bo właśnie - mam 18 stron. I ankietę. I plan. I odważyłam się panią promotor odwiedzić i jej to zostawić. We wtorek się okaże, co z tego się nadaje.
Grunt, że zaczęłam, że chcę, że do przodu.
Dzisiaj na weselu, tylko na chwilę wyskoczyliśmy z tatą do domu. Taki rodzinny interes - on filmuje, ja robię zdjęcia. Ktoś z zespołu tradycyjnie próbuje podrywać, ktoś z gości marudzi, ktoś z uśmiechem prosi o kilka zdjęć, ojciec pana młodego nagle znika, tuż przed grupowym, jakaś babka wydziera się do gościa siedzącego naprzeciwko, jedna kelnerka z uśmiechem, inna z przewracaniem oczami..
Pierwszy raz dzisiaj pomyślałam, jak to będzie, chodzić z aparatem po weselach, kiedy samej się będzie po ślubie.
Jak będę na to patrzeć? Ze wzruszeniem? Głową i sercem pełnymi ciepłych wspomnień?
Na terapii genogram w toku. Czasem podirytowanie przy teoriach trafianych jak kulą w płot, czasem zamyślenie i wdzięczność za uświadamianie, czego nośnikami byli rodzice.
Dziecko zawsze jest objawem rodziców. Nigdy na odwrót.
No, właśnie! Nie na odwrót, mamo, tato!
|
20.06.2007 . 20:48
|
Swego czasu utknęłam na bodajże trzech stronach, potem udało mi się napisać jeszcze cztery. Kiedy już postanowiłam pójść wreszcie w tym semestrze choć raz na seminarium, za jednym zamachem napisałam kolejnych jedenaście, dzisiaj - znowu dziesięć.
Tak sobie myślę, że w takim tempie, gdybym zaczęła pisać w marcu, magistrem byłabym w maju..
Tyle, że w marcu bym tego po prostu nie napisała. Ani w kwietniu.
Dopiero niedawno poczułam chęć do pisania, wreszcie odważyłam się zacząć.
Pierwszy rozdział zamknięty, o drugim (historia kabaretu w Polsce) myślę z lekkim przerażeniem, bo mam aż za dużo materiałów. Nie mam na razie pojęcia, jak sklecę metodologiczny, ale już nie mam nastawienia nie umiem, nie napiszę.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w przyszłym tygodniu zacznę badania.
Urealniam sobie więc wreszcie te trzy literki przed nazwiskiem i życzenie Darii, żeby pojawiły się jeszcze przy panieńskim.
I coraz lepiej mi dzięki temu, jeszcze tylko corela muszę się zacząć uczyć, ale to akurat ze zgoła innych powodów. Ktoś z okolicy chętny do udzielenia mi paru lekcji?
|
27.06.2007 . 19:31
|
Czytam akurat Dziewczyny z Portofino, kiedy spotykam się z dawną przyjaciółką. Sześć lat bez rozmów, właściwie, bez kontaktu. Niespodziewane dla niej odwiedziny z J. na ślubie; najpiękniejszym, naprawdę najpiękniejszym, na jakim byłam (a bywam często).
A wczoraj - dobrze. Żadnego wracania do głupot, do nagłego milczenia ich obu z J., przed paroma laty; do spotkań, z którymi szczeniacko ukrywały się przede mną. Do zasad, tak bardzo różnych od moich.
Tak, zawsze była poukładana - i romantyczna. Ze mną, romantyczną i okropnie niepoukładaną, potrzepaną, nieodpowiedzialną.. wytrzymała trzy lata, jedne ferie, jedne rekolekcje, jedną pielgrzymkę, jedne wakacje w Łebie. Znosiła mój płacz, uczyła używać depilatora, w papilotach przychodziłam na Ally McBeal, do której obierałyśmy sobie jabłka.
Absolutnie inne spojrzenie na wiele spraw. Absolutnie inne oceny..
Nie da się w kilka godzin.. nie da się W OGÓLE nadrobić pewne sprawy. I nie szkodzi. A. promieniuje szczęściem, mocnymi białymi ząbkami chrupie migdały, śmiejemy się w tych samych momentach, a w swoim albumie odkrywa zdjęcie mojego R.; Jaki on podobny do takiego jednego chłopaka z kabaretu..
Wkrótce będzie w Bieszczadach, już na stałe i zupełnie naturalnie nas tam zaprasza. Na ścianie jej pokoju wiszą czarno - białe obrazki z Bolka i Lolka.
W Dziewczynach z Portofino Agnieszka i Beata idą na zabieg, szybkie pozbycie się konsekwencji upojnego seksu.
A wczoraj A. z Groszkiem..
Tyle szczęścia. Cała jest miłością! Wlała we mnie spokój i ze spokojem przyjęłam telefon z informacją: Nie będę jednak miała dla pani pracy.
|
|
|
|