|
|
16.08.2006 . 11:59
|
Koniec narzekania na nudę. Widuję się z kuzynką, od dzisiaj florystyka (trzy popołudnia, jak przed rokiem, ale duże zadowolenie), wywalam wreszcie stare maile. Uświadomiłam sobie, że to - jak Bóg da - moje ostatnie prawdziwe wakacje.
Ostatnie wakacje.
Brr.
Nie myślałam, że kiedyś się na to zdecyduję, ale wygrzebałam w lumpie strój kąpielowy. Wreszcie mogę znowu chodzić na basen - więc muszę i to jest bardzo dobre.
Czytam Pokład Joanny, odnawiam starą znajomość, brak zapowiadanego telefonu od byłego (jakie to okropne określenie!) wywołuje tylko pogardliwy uśmiech, brak inicjatywy ze strony BeE - podirytowanie. R. niesamowicie wytrwały w kochaniu, zaraża mnie tym! A może ja jego? Tak by było lepiej myśleć?
Myślę, że to po prostu cała kupa szczęścia.
Ostatnie wakacje. Włosy znowu urosły, nie wiem, co się robi z długimi włosami.
I ze Starszymi Panami muszę coś zrobić - to już we wrześniu. Już!
|
19.08.2006 . 00:43
|
Jestem dla innych terapią. Pocieszeniem, dodaniem nadziei. Obdzielam komplementami, dobrocią, uśmiechem. Wyciągam, wysysam złe chwile, na powierzchni zostawiając spokój, wiarę w siebie, wdzięczność.
Zło wezmę na siebie, zawsze tak robię. O mnie się nie martwię, przyzwyczaiłam siebie.
I was.
Bardzo was kocham.
|
|
|
|