|
|
07.08.2007 . 08:38
|
W pracy myślami jestem w Hiszpanii - dumna z odnajdywania adresów, kojarzenia nazw, wyszukiwania miejsc do zwiedzania, planowania podróży, orientowania się - przynajmniej na papierze i stronach - w rozkładach lotów, metra, pociągów.
W domu tylko trochę myślami jestem na wakacjach, chcę jechać pociągiem. Materac, który - dla mnie - kosztował kupę kasy, okazuje się dziurawy, zastanawiam się nad sałatkami na piątkową parapetówę.
I poluję w ciucholandach. Z niezłymi wynikami.
Tak to teraz wygląda, oczywiście, nie wspominając o pięknym oknie, biografii Cortazara i porannym radiu.
|
11.08.2007 . 23:25
|
W ćmach ukryte pijane dusze tańczyły pod łososiowym niebem, kiedy BeE robił kolejne, coraz piękniejsze zdjęcia, a na ścianie Dominiki zakwitały kolorowe grochy. Cza wiązał supły na Prawdziwej Żeglarskiej Lince, Maciek irytował, bo taka już Maćków natura, Ewa podciągała spodnie.
Godna podziwu cierpliwość sąsiadów, markowanie picia i niewiele ponad trzy godziny snu.
I: taak, jestem LWEM, lubię być w centrum uwagi, uwielbiam być adorowaną, kocham przeciągłe spojrzenia.
Pokazanie nóg jak pierwsza jazda na rowerze - skoro dla prawie dwudziestu osób, skoro dla tych facetów, czemu nie dla anonimowych przechodniów jakiejś turystycznej miejscowości.
Niektóre usta nie powinny się spotykać, tak po prostu jest i tych iskier nie zgasi ot, taka zwykła wierność.
SMSy nad ranem do R., który właśnie wstawał kilkanaście kilometrów dalej. Cza tymczasem chrapie jak stara lokomotywa, BeE wierci się jak wieloryb. Wieloryb na skrzypiącej folii.
A wszystko tak cholernie wzrusza, rozczula i uszczęśliwia, że nawet prosząc o ciszę, chce się wszystkich przytulać prosto do serca.
Parapetówę wszyscy zgodnie uważamy za niezwykle udaną.
|
23.08.2007 . 21:18
|
I tak, co napiszesz na blogu, jakie miałaś fantastyczne wakacje!
Głupotko..
Wakacje z Charakterami - i charakterami, zwłaszcza na początku i zwłaszcza moim - jak co miesiąc, nic dodać, nic ująć.
Z Cortazarem.
Wakacje z moim narzeczonym, roześmianym, żartującym bez przerwy, naprawdę, do bólu brzucha.
Stegna, akcent mocno kabaretowy dwóch dni w Lidzbarku, potem znów maluteńka przyczepa. Klimatycznie!
I tak szczęśliwie, blisko. I tyle miłości!
Cudowne wakacje. Cudowne.
Jutro, niestety, znowu kosmicznie wczesne wstawanie; z powodu pralki, żelazka, internetu itp. wybrałam na ten weekend Jastrzębie. Weekend pewnie mało spokojny, w poniedziałek jeszcze Gliwice..
Pierwsze godziny wtorku to już lot do Girony.
Żadne tam kolejne wczasy, lecę z szefem na jakąś konferencję. Szef jest niewidomy, ja w życiu w czymś takim nie uczestniczyłam, nigdy nie latałam, nie znam się na tych wszystkich formalnościach. Po hiszpańsku znam trzy słowa, z których za cholerę nie da się złożyć zdania. A więc: Girona, Barcelona, Granada - tam kilka dni, znów Barcelona, żeby wreszcie coś zwiedzić i Katowice.
Boję się lotu, za dużo głupich amerykańskich filmów.
I cieszę się na kolejną próbkę samodzielności.
Do mnie należy planowanie wycieczek, spacerów, wybór zabytków, miejsc. Ja wybrałam hotel w Barcelonie.
Powinnam iść spać. Zjeść kolację, spróbować zrobić przejście przez pokój.
Pójść spać.
Powinnam.
Cza się włączył na gadu, skóra tak pachnie słońcem i morze przecież mi szumi w uchu jak w muszelce..
|
28.08.2007 . 15:59
|
Cóż, wbrew pozorom, nie piszę z jakiegoś super nowoczesnego samolotu; z internetem na pokładzie, lecącego z Barcelony do Girony..
Piszę z domu R.; bo to akurat kiedy myśmy byli parę metrów przed punktem odprawy, akurat o naszym locie powiedziano, że jest odwołany. Tak po prostu, z przyczyn technicznych.
No, to już mniej więcej wiem, jak wyglądały te kolejki w PRLu - mam za sobą sześć godzin czekania.
Za chwilę przychodzi pizza. Potem wracamy na Pyrzowice. Mój dzielny wytrwały chłopak.. jestem dziś pełna podziwu do niego i bardzo mu wdzięczna. Dałam mu dozgonną możliwość wypominania mi tego dnia.
Wstawał przed 2.00, położyliśmy się na chwilę przed 13.00..
Lecimy dziś z szefem do Liverpoolu, na lotnisku musimy przeczekać osiem godzin (co to dla nas), potem, na szczęście bezpośredni już, lot do Granady.
Teoretycznie, wracam w przyszły wtorek. Ale kto to wie..
|
29.08.2007 . 17:23
|
No, to pozdrawiam z Rydułtów.
Lot do Liverpoolu również odwołano i jakoś nie miał mój szef ochoty zasugerować się do trzech razy sztuka.
Wprowadzam się z powrotem do Rybnika, jutro rano grzecznie zasuwam do pracy, a w weekend zobaczę się ze znajomymi w Łaziskach Górnych.
Są pozytywy, jasne, że są.
Np. mam czas nauczyć się hiszpańskiego przed.. kolejną próbą.
|
|
|
|