Koniec narzekania na nudę. Widuję się z kuzynką, od dzisiaj florystyka (trzy popołudnia, jak przed rokiem, ale duże zadowolenie), wywalam wreszcie stare maile. Uświadomiłam sobie, że to - jak Bóg da - moje ostatnie prawdziwe wakacje.
Ostatnie wakacje.
Brr.
Nie myślałam, że kiedyś się na to zdecyduję, ale wygrzebałam w lumpie strój kąpielowy. Wreszcie mogę znowu chodzić na basen - więc
muszę i to jest bardzo dobre.
Czytam
Pokład Joanny, odnawiam starą znajomość, brak zapowiadanego telefonu od byłego (jakie to okropne określenie!) wywołuje tylko pogardliwy uśmiech, brak inicjatywy ze strony BeE - podirytowanie. R. niesamowicie wytrwały w kochaniu, zaraża mnie tym! A może ja jego? Tak by było lepiej myśleć?
Myślę, że to po prostu cała kupa szczęścia.
Ostatnie wakacje. Włosy znowu urosły, nie wiem, co się robi z długimi włosami.
I ze Starszymi Panami muszę coś zrobić - to już we wrześniu. Już!
<<<<<