Kontakt

Księga gości


Wyślij wiadomość

Linki

Agnieszka
Eliza
przyszła przedszkolanka
wolny
istotna
Nagietka
Dominik
Kasia
Jagoda

źródło

02.09.2005 .                       16:43

Komentuj 2


Czarno - białą kobietą planuję być dziś wieczorem. W głowie nowa muzyka bollywoodzka, jutro Dżem (kiedy to było!?).


04.09.2005 .                       00:55

Komentuj 3


.. zatęskniłam do pierwszy raz obejrzanego Vanilla Sky.. (nie lubię czasem niepowtarzalności)


05.09.2005 .                       22:04

Komentuj 2


Skończyłam pracę. Dwa, jak ja to nazywam zlecenia zrealizowane, całe wakacje byłam.. lanserką internetową. Nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje!
Nazwa mówi zbyt wiele, żebym jeszcze coś tłumaczyła, więc pozwolę sobie tę odrobinkę tajemnicy zostawić.

Nigdy nie czułam czegoś takiego, jak teraz.
Koniec pracy.
Czy przejście na emeryturę to podobne odczucia, zwielokrotnione nieskończoną ilością dniówek, kaw, papierosów, przeciągania się, zerkania na zegarek, zakazanych telefonów do domu, przeklinania zepsutej klimatyzacji..?

Wczoraj przyjacielsko, nie znałam tych ludzi jeszcze półtora roku temu, a tu szisza, wino, eurobusiness (może trzeci raz w życiu, jakieś tam mgliste z dzieciństwa zasady gry, pewnie bardziej przestrzegane, niż wczoraj).
Nagle zrobiła się z tego czwarta nad ranem i śmiech absurdalny z każdego skojarzenia, leniwe przeciąganie się w łóżku, przyzwyczajenie nagle do mijania się w łazience z ciałem znanym raczej ze sztruksów / z lnianych sukienek / z koszulek z Marleyem.

Kiepska jestem w opisach, jak widać, ale nie chcę tego popsuć sensownymi zdaniami, z orzeczeniem na właściwym miejscu.

Tęsknię do Cieszyna. Kumple na blogach piszą to samo, do tej pory spotykaliśmy się na wrześniowych poprawkach, "zrezygnowałam" z tej tradycji.

Może od czwartku warsztaty. Potrzebuję ich. Oby, oby.


11.09.2005 .                       19:51

Komentuj 4


Były warsztaty. Piękne trzy dni, znów otwieranie się, wieczory przy fajce wodnej i aromatycznej herbacie (wczoraj mate, powtarzałam wszystkim, z błyszczącymi oczyma, wreszcie piję to, o czym czytam).
Teraz w głowie nowe pieśni w językach Wschodu, niewiele, ale jakie to potrzebne, znowu się przekonałam, że jakie to mi potrzebne!..

A z głośników dumnej marki "Unitra" piosenki Starszych Panów, Taka gmina teraz, smutek jesienny drapie już w parapet, ale okna szczelnie na razie na niego zamykam, zasłaniam bambusem, pokój ogrzewam małymi lampkami i poważnie - bzdurkowymi rozmowami z Just.
Wpuszczę sobie ten smutek wraz z październikiem, jest nieunikniony, w tym roku może znów mocniejszy, Cieszyn bez R., uciekam przed myśleniem o tym w myślenie o kwadratowym dzbanuszku z wydmą pustynną, kiedyś na pewno w naszej pomarańczowej kuchni zaparzaną.

kasę chcę brać za bycie lanserką internetową. ludzie będą myśleć, że nic innego nie potrafię robić, a ja będę grać w wolnych chwilach sobie piosenki KSP na fortepianie, półki będą się uginać od książek Przybory [wygranych na allegro] i w ogóle będę zakompleksioną małą artystką

To takie żarty, mnie tylko, ale jednak kogoś, bawiące do łez. A może bawi mnie to, że nikt w to nie wierzy, a my, R. i ja, my wiemy, że tak będzie?.. To nasz sekret. Ta pewność, że tak będzie. Ta wiedza tajemna.


13.09.2005 .                       07:45

Komentuj 7


Po szóstej obudził mnie deszcz. Jakby przed oknem stało sto tysięcy dzieciaków, każdy z setką drobnych kamyczków w ręku i jakby każdy dzieciak rzucał tymi kamyczkami właśnie w moje okno.

Skoro nie mogę spać, spróbuję na tego Stinga posłać...

Napisałam do Rafała, żeby mi wytłumaczył, co trzeba zrobić - nie miałam internetu. Rafał wytłumaczył i kazał pozwolić mu spać.

Posłałam i.. UDAŁO SIĘ!!

Naprawdę, mam do odebrania podwójne zaproszenie na koncert Stinga!!

Opowiadam Mamie, śmiejąc się z tego mojego głupiego szczęścia.. dzwoni Rafał.

Też mu się udało.

Zabieramy kogoś i jedziemy na Stinga! (Chodzę po domu i się śmieję.)


17.09.2005 .                       11:24

Komentuj 7


Ostatnie dni to wygrywanie kolejnych zaproszeń na tego Stinga, skanowanie mnóstwa zdjęć (mój brat był prześliczny i odkrywam brak różnicy pomiędzy imprezami z czasów młodości Rodziców, a obecnymi, przynajmniej na zdjęciach to wszystko to samo) i myślenie o prezentacji dla Rodziców na 25. rocznicę ich ślubu.

W pokoju przybywają kolejne warstwy kurzu, w brzuchu co chwila burczy, bo nie znajduję czasu, żeby zjeść o dobrej porze (potem mam wrażenie, że burczy cały czas, momentu, kiedy jestem najedzona, właściwie w ogóle nie dostrzegam), krzyczę po R., za co przepraszamy się potem oboje.

Deszcz mi teraz bardzo odpowiada, jest teraz idealny. Może po prostu dlatego, że mam poklejone buty i przejście pięciu metrów nie oznacza chlupotania i pomarańczowych skarpetek, choć raczej nie jest to jedyny powód.
Deszcz wpasował się perfekcyjnie, nie wyobrażam sobie na razie słońca. Z Boga to jednak reżyser doskonały.